Brainmed.pl – blog psychologiczny

Wariograf współczesnym nosem Pinokia?

wariograf

Nie ma się co oszukiwać- kłamstwo jest wpisane w ludzką naturę i nie ma na tym świecie człowieka, który w swoim życiu mówiłby tylko i wyłącznie prawdę. Od zarania dziejów ludzie zastanawiają się też, w jaki sposób można stwierdzić, czy ktoś kłamie czy nie.

Już starożytni próbowali wykazać, że kłamstwo ma krótkie nogi i można łatwo je odkryć. W 1500 roku przed naszą erą Indianie wykorzystywali do wykrywania oszustw osła i kaganek. Nasycali ogon zwierzęcia pozostałością z lampki oliwnej i umieszczali je w ciemnym namiocie. Następnie do namiotu wchodziła osoba podejrzana o kłamstwo, której zadaniem było pociągnięcie osła za ogon. Informowano ją wcześniej jedynie o tym, że jeśli osioł przy tej czynności ryknie, świadczyć to będzie o tym, że ta osoba jest kłamcą. I tak oto po wyjściu z namiotu oglądano ręce poddanych badaniu i jeśli były czyste, znaczyło, że „magiczny” ogon osła nie został wcale dotknięty. To zaś świadczyło dalej o tym, że kłamca chciał po prostu w ten sposób uniknąć zdemaskowania. Chińczycy uważali natomiast, że emocjonalne napięcie wywołane przez kłamstwo ma swoje odzwierciedlenie w fizjologii powodując zaprzestanie ślinotoku. Dlatego też osoby oskarżone o przestępstwa musiały brać do ust garść suchego ryżu. Po przesłuchaniu wypluwały go i jeśli ryż nadal był suchy to osoba zostawała uznana kłamcą. Afrykańskie plemiona wykorzystywały czarownika, który podczas tańca obwąchiwał oskarżonego i na podstawie jego zapachu dokonywał werdyktu. W średniowieczu zaś oceniano domniemaną niewierność kobiet przykładając palec do jej nadgarstka mierząc tym samym puls. Czytano nazwiska potencjalnych kochanków wychodząc z założenia, że puls przyśpieszy przy odczytaniu tego rzeczywistego. Lata mijały, metody ewoluowały, jednak założenie pozostawało to samo- człowiek wykazuje fizjologiczne objawy podczas mówienia nieprawdy. Dopiero rozwój technologiczny sprawił, że możliwe stało się stworzenie maszyny rejestrującej parametry fizjologiczne związane z pobudzeniem emocjonalnym, które może występować przy kłamstwie. Owo urządzenie to wariograf, inaczej zwany poligrafem lub detektorem kłamstw. Wynaleziony on został w 1921 roku przez Johna Augustusa Larsona.

Każdy z nas ma zapewne przed oczyma obraz z hollywoodzkiej produkcji sensacyjnej, w której oskarżony mężczyzna siedzi w ciemnym pokoju przesłuchań. Do palców i piersi ma przyczepione czujniki, które z kolei łączą się z małą walizeczką „produkującą” wykres. Osobnik przesłuchiwany odpowiadając na pytania poci się, igły rysujące wykres szaleją. Mężczyźnie zostaje udowodnione kłamstwo i przestępstwo. Taką scenkę zapewne przywołujemy sobie w wyobraźni, gdy ktoś wspomina o badaniu wariografem. Co faktycznie bada poligraf? Bada trzy kanały. Pierwszy związany z oddychaniem to tzw. kanał pneumo, czyli wzrost linii bazowej przebiegu oddychania, stłumienie amplitudy oddychania, redukcja prędkości oddychania i bezdech. Drugi to kanał kardio, czyli wzrost linii bazowej i czas trwania tego wzrostu. Trzeci, najważniejszy i najbardziej czuły kanał, to przebieg reakcji skórno– galwanicznej (GSR). Bada się amplitudę, złożoność (kompleksowość) i czas trwania. GSR określa związek między zdolnością do przewodzenia prądu, a wilgotnością skóry. W założeniu leżącym u podstaw powstania tej maszyny jest fakt, że mierzone parametry ulegają zmianie podczas mówienia nieprawdy i że w mózgu badanego istnieją ślady pamięciowe związane z przestępstwem. Osobom badanym zadawane są pytania obojętne. Mogą to być pytania o wiek, imię. Mają one na celu ustalenie parametrów spoczynkowych badanych. Następnie przechodzi się do pytań kontrolnych (Czy przed ukończeniem 18 roku życia zabrał pan coś komuś?) oraz pytań krytycznych związanych bezpośrednio z przestępstwem ( Czy świadomie ukrywa pan jakieś fakty związane z morderstwem?).

Nos tytułowego bohatera bajki Pinokio wydłużał się, gdy ten kłamał. Był to wskaźnik niezawodny. Jednakże życie nie jest bajką i w rzeczywistości nie ma pewności, czy wariograf prawidłowo wskaże nam kłamcę. Według badań Ekmana urządzenie błędnie identyfikuje 15% kłamców jako osoby mówiące prawdę i 15% osób mówiących prawdę jako kłamców. Warto też wspomnieć przypadek rosyjskiego szpiega w USA Aldricha Amesa, który to przeszedł pozytywnie co najmniej dwa razy rutynowe badania detektorem kłamstw i wpadł dopiero po śledztwie, w którym poligrafy nie były wykorzystywane. W Polskim prawie dopuszcza się stosowanie tych urządzeń w celu ograniczenia kręgu osób podejrzanych, jedynie za zgodą osoby badanej i przy udziale biegłego. Badanie to nie może być jednak użyte jako dowód w sprawie.

W związku z tym, że wykrywacze kłamstw nie są nieomylne nie kończą się próby zbudowania kolejnej, bardziej precyzyjnej maszyny. Coraz większe uznanie znajduje także poszukiwanie reakcji na kłamstwo w ludzkiej twarzy, w mimice i mikroekspresji emocji oraz w niewerbalnych aspektach komunikacji językowej. I choć zwykła obserwacja drugiego człowieka również nie jest idealnym sposobem, to warto położyć na nią większy nacisk.

 

2 komentarzyDodaj komentarz

  • Nie ma się co oszukiwać- kłamstwo jest wpisane w ludzką naturę i nie ma na tym świecie człowieka, który w swoim życiu mówiłby tylko i wyłącznie prawdę. Od zarania dziejów ludzie zastanawiają się też, w jaki sposób można stwierdzić, czy ktoś kłamie czy nie.

  • Witek (2) 15 września 2009 – 11:31 W mediach z każdego zrobią buakra Wszystko robione jest pod publiczkę, starannie zaplanowane, ludzie mają słyszeć dokładnie to, co zostanie im zaserwowane. Fakty się nie liczą liczy się to, co nam mf3wią w TV

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *